PLANTACJA

jedyne takie miejsce w Polsce

otwórz

OFERTA

oliwki, laury, figi, nawozy, podłoże

otwórz

Realizacje

ogród, dom, biuro, restauracja

otwórz
FRIULI - OD MORZA DO ALP 0
FRIULI - OD MORZA DO ALP

FRIULI - OD MORZA DO ALP

Podróżując do Włoch samochodem, bardzo często wybieramy drogę przez Niemcy (zwłaszcza mieszkańcy północnej i zachodniej Polski), następnie jedziemy przez cienki (na mapie) „pasek” Austrii, by ostatecznie przez malowniczą przełęcz Brennero dostać się do Włoch i łagodnie spłynąć autostradą A22 na nizinę Padańską, w okolice Werony. Stamtąd łatwo już skręcimy w lewo do Wenecji, w prawo do Mediolanu, nie kręcąc zaś kierownicą wcale za 1200 km dalej zatrzymamy się przed wjazdem na prom do Mesyny na Sycylii. Po drodze oczywiście dane nam będzie mijać Modenę, Bolonię, Florencję, Rzym, Neapol, Salerno etc. To najbardziej oczywista droga do serca Włoch.

Dolina rzeki Fella

 

Akwilea - największa zachowana mozaika starożytna

 

Inna opcja, wybierana przez Polaków np. z południa i wschodu Polski to droga wiodąca przez Czechy, Austrię i zjazd autostradą A23 aż do Udine, gdzie również kilka kilometrów za tym miastem przyjdzie nam zadecydować, czy wybierając zjazd w lewo dotrzemy do Triestu i dalej do Słowenii, czy włączymy prawy  kierunkowskaz, za godzinę docierając do Wenecji, parę kilometrów dalej do Padwy, gdzie można jechać dalej prosto do Mediolanu i Francji, lub „w dół” do Bolonii i….znów, jeżeli będziemy mieli naprawdę pełen zbiornik paliwa spotkamy się na promie na Sycylię.

Gemona del Friuli - fragment średniowiecznej zabudowy miasta

 

Gemona del Friuli - widok na miasto z wieży zamkowej

 

A co gdybyśmy jadąc z Austrii nie skręcali nigdzie? Otóż podróż nasza nie byłaby za długa, nie znaczy to jednak, że nie mniej interesująca. Wjedziemy do regionu autonomicznego Friuli – jednego z pięciu na terenie Włoch, obok Sycylii, Sardynii, Doliny Aosty i Trydentu – Adygi, które ze względu na uwarunkowania geograficzne, przede wszystkim zaś historyczne i społeczne pozostają na specjalnych, uprzywilejowanych prawach. Przemierzając zatem Friuli, na dystansie zaledwie 140 kilometrów jaki dzieli Austrię od wybrzeża Adriatyku, można zaobserwować jak w przyspieszonym filmie: skaliste szczyty Alp ciągnące się od Słowenii, przez Włoskie Alpy Julijskie dalej w Dolomity, następnie w niespełna 30 minut znajdziemy się na zupełnie płaskiej wschodniej części Niziny Padańskiej, z wspomnianym już wcześniej Udine, by po kolejnej „małej godzince” mijając wiele typowo włoskich miasteczek i wsi dotrzeć do Grado – największej austriackiej plaży nad Adriatykiem, jak mówią złośliwi… (ta część wybrzeża jest szczególnie ulubiona przez mieszkańców tego górskiego kraju, oczywiście z racji bliskości ciepłego morza).

Gemona del Friuli - ekspozycja fotograficzna poświęcona trzęsieniu ziemi w 1976 roku

 

Grado - centrum miasta wieczorem

 

Jadąc tak  z granicy Austrii w okolicach Villach poruszamy się, a jakże, dawną rzymską drogą Via Canalis (oznaczona obecnie jako Via Iulia Augusta), która prowadziła do Vindobony – dzisiejszego Wiednia. Prowadzona współcześnie autostrada wielokrotnie przeskakuje, przebija się tunelami przez góry lub biegnie obok dawnego traktu, którym możemy jechać niemal równie wygodnie jak autostradą (różnica czasu na dystansie z granicy do Udine to ok. 15 min!), a o ileż więcej można zobaczyć: przyklejone do skalnych zboczy albo wciśnięte w dno doliny rzeki Fella o cudownym, turkusowym kolorze wody miasteczka takie jak Pontebba,Dognia, Chiusaforte, czy Resiutta. Najpiękniejszym jednak jest jednak niewielkie Venzone, obwiedzione średniowiecznymi murami, niemal w całości zbudowane z kamienia wydobywanego do dnia dzisiejszego z koryta płynącej obok Felli. Charakterystyczna zabudowa z wąskimi uliczkami, kościołem, baptysterium czy budynkiem Rady Miejskiej niestety ucierpiały bardzo podczas katastrofalnego trzęsienia ziemi w 1976 r., które dotknęło również inne miejscowości takie jak pięknie położona na zboczu góry Gemona czy Buja. Venzone i Gemonę pieczołowicie odbudowano, z wielką dbałością o ich historyczny charakter, Buja jednak została niejako zbudowana na nowo, gdzie rzuca się w oczy przede wszystkim duża ilość budynków odlanych z surowego betonu architektonicznego, co nadaje miastu ponury i szary wygląd,. Dotyczy to przede wszystkim głównej ulicy miasta, z budynkami i sklepami, dworcem autobusowych czy ratuszem i głównym placem miasta. Pomimo ocalałego pięknego kościoła z białego kamienia wraz z strzelistą dzwonnicą Buja nie oferuje, poza widokami na słoweńskie Alpy zbyt wiele.

Palmanova - główny plac miasta

Venzone - mury obronne

 

Osobną sprawą, która dodaje tylko atrakcyjności tej części Friuli, jest dawna linia kolejowa prowadząca z Villach do Udine (dawno nieczynna), która w większej części została dostosowana do potrzeb miłośników eskapad rowerowych. W zasadzie trasa jest udostępniona dla cyklistów na całym odcinku, jednak to w dolinie Felli można wygodnie przemierzać drogę biegnącą lekko w dół, przejeżdżając wielokrotnie dawnymi mostami o charakterystycznej kratownicowej konstrukcji, tunelami kutymi w skale i nasypami obudowanymi głazami wydobytymi z dna rzeki.  Po drodze można także skorzystać z miejsc odpoczynku urządzonych specjalnie dla rowerzystów oraz wielu lokalnych barów i restauracyjek w miasteczkach. Trudność trasy (przynajmniej w jedną stronę) prawie żadna, widoki zaś – jedyne w swoim rodzaju.

Venzone - centrum miasta

Rzeka Fella

 

Na tym nie koniec atrakcji. Jadąc dalej na południe, po kwadransie dalszej jazdy wjeżdżamy do Udine. Aby opisać to miasto, z pewnością należałoby poświęcić osobny wpis, co z pewnością niedługo się stanie. Dość powiedzieć, że Udine znane jest przede wszystkim jako największy we Włoszech i jeden z najbardziej liczących się w Europie producentów mebli, w mieście odlewa się także dzwony, a fanom futbolu nie trzeba chyba wspominać o drużynie Udinese. No i to jedno z pięciu najbogatszych miast włoskich.

Tuż obok położona jest Palmanova – miasto forteca. Jak na włoskie realia, to niemal współczesne miasto. Założone bowiem w 1593 r. w szczerych polach, jako miasto idealne, zarazem zaś silna forteca mająca bronić dostępu do niedalekiej Wenecji przed Turkami z Bałkanów. Niesamowity jest już sam kształt Palmanovy, mianowicie zaprojektowana została na planie dziewięcioramiennej gwiazdy, z trzema bramami, sześciokątnym rynkiem w samym centrum i rozchodzącymi się wokół niego promieniście ulicami o jednolitej szerokości 14 m. W zabudowie miasta od początku do końca nic nie jest dziełem przypadku, wszystko zaprojektowano i wykonano według wizji architektów i specjalistów techniki wojskowej. Dziś nie zmieniona w najmniejszym stopniu malutka Palmanova robi nieprawdopodobne wrażenie zarówno z środka placu jak i z lotu ptaka (wystarczy wpisać w Wikipedii nazwę miasta i już jawi się nam się coś co na pierwszy rzut oka wygląda jak gigantyczny płatek śniegu…). Charakterystyczny wizerunek miasta widoczny jest na wielu jego symbolach – na pamiątkowych magnesach na lodówkę także.

Zbliżając się do końca naszej wycieczki z północy na południe, pozostaje nam jeszcze odwiedzenie Akwilei (niewielkie miasteczko, będąca na krótko stolicą Imperium Rzymskiego), z jej niesamowitymi ruinami starożytnych budowli, dawnym rzymskim portem rzecznym obsługującym statki handlowe cumujące na oddalonym o 14 km Adriatyku, oraz największą na świecie zachowaną mozaiką starożytną o powierzchni 760 m2. Zwiedza się ją bardzo efektownie, chodząc po szklanych chodnikach zamontowanych tuż nad mozaiką we wnętrzu romańskiej bazyliki NMP. Wszystkie najbardziej interesujące obiekty w Akwilei możemy zwiedzić niespiesznie, spacerkiem w odległości zaledwie kilkuset metrów od siebie (podobnie jak wcześniej w Palmanovie). Wrażenia niezapomniane, tym bardziej, że jak to bywa w przypadku naprawdę większości cennych zabytków w Italii, one po prostu są tam gdzie były, nie zagrodzone, zamknięte za szklanymi szybami lub całkowicie podporządkowane ruchowi turystycznemu, godzinom otwarcia i zorganizowanemu zwiedzaniu. Dzięki takiej właśnie możliwości obcowania dzisiaj z rzeczywistością sprzed wieków wrażenia nie są nudne i „muzealne – są doprawdy niezapomniane.

Ostatnim punktem wyprawy jest Grado – za nim już tylko rozciąga się na całej długości Adriatyk. Grado przecięte szerokim kanałem będącym jednocześnie mariną dla jachtów, z otaczającymi go bulwarami i nowoczesną infrastrukturą skierowaną przede wszystkim do niemieckojęzycznych turystów, nie zagubiło jednak w nowoczesnych promenadach, wytyczonych i zabetonowanych bulwarach nadmorskich  typowo włoskiego charakteru małego rybackiego miasteczka o bardzo starym rodowodzie. Wystarczy zboczyć nieco z głównej promenady, aby znaleźć się wśród jednopiętrowych kamieniczek z wywieszonym za oknem praniem, na niewielkim placyku przed kościołem z V w.  gdzie słychać dzwony o każdej pełnej godzinie i szum niedalekiego morza.

Tak więc jeżeli ktoś chciałby zobaczyć inne, zdecydowanie niedocenione oblicze Włoch, region Friuli nadaje się do tego jak żaden inny, a wziąwszy pod uwagę, że np. z Krakowa do portu w Świnoujściu jest 800 i kilka kilometrów, to może warto rozważyć dystans zaledwie o ok. 150 kilometrów większy, raz zamienić Bałtyk na Adriatyk podczas letniego urlopu….

 

Uliveto

wszystkie fotografie pochodzą ze zbiorów Plantacji Drzewek Oliwnych

 

 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl